Rozdział 9




Lissa siedziała na strychu kaplicy. Rozmyślała, gdy nagle pojawił się za nią Christian.
- Co tu robisz?- spytała
 - To samo co ty.
Usiadł koło niej i objął. ją ramieniem.
- Coś cię trapi?- spytał łagodnym głosem
- Nic mnie nie martwi.
- Widzę, że tak. Mi możesz powiedzieć. Nikomu i tak nie powiem. A jak bym się wygadał to i tak by mi nikt nie uwierzył. Proszę powiedz.
- Przysięgasz, że nie puścisz pary?
- Przysięgam.
Lissa opowiedziała mu wszystko. Począwszy od naszej ucieczki skończywszy na jej  porwaniu.
- To musiało być straszne. Współczuje.
Przysunął ją do siebie jeszcze bliżej, a ona położyła głowę na jego piersi. Christian wplótł swoje palce we włosy Lissy.
- Obiecuję, że się nie wygadam i NIGDY, ALE TO NIGDY Cię nie opuszczę.
- Dobrze - powiedziała i zasnęła w jego ramionach.


***Dwa dni później na treningu***


- Rose muszę wyjechać. - powiedział ze smutkiem  
- Jak to? Gdzie? 
- Do Bai. 
 Dymitr się rozmarzył                                                                                        
- Dawno się z nimi nie widziałem- mówił łagodnie. 
- Tęsknisz za rodziną? 
- Tak i to bardzo. 
- Nie zostawiaj mnie samej. - prosiłam jak dziecko. 
- Nie mogę Cię ze sobą wziąć.
- Proszę, Dymitr. Znasz mnie. Pod twoją nieobecność mogłabym wyciąć jakiś numer co pogrążyło by mnie i Ciebie. - Wiem byłam w tym momencie wobec niego wredna. 
- Ale Roza... - zamknęłam mu usta pocałunkiem. - Dobrze, Rose. Zobaczę co da się zrobić, ale to co zrobiłaś było bardzo nieodpowiedzialne, bo mogli nas RAZEM zobaczyć. 
Kolejna lekcja typu Zen. Właśnie taki był Dymitr. W czasie służby był bardzo stanowczy i poważny, ale później zupełnie inny. Jakby miał brata bliźniaka.
Po skończonym treningu w drodze do pokoju  wpadłam na Jesse'go Zeklosa.
- O! Cześć  Rose. Podobno flirtujesz ze swoim mentorem. No tym jak mu tam... Aaa wiem! Dymitrem Bielkowem.
-Co?! Nie, nigdy w życiu. Jest dużo starszy ode mnie. Nie interesuje mnie. - wykręcałam się
- Chłopaki widzieli jak się całowaliście.
- Zdawało Wam się. Pewnie byliście na jakiś prochach, albo czymś mocniejszym . - docinałam się. - Wiesz co Jesse, lepiej nie wchodź mi dziś w drogę. Do widzenia.
Pobiegłam do swojego pokoju i od razu się położyłam do łóżka. 
-----------------------------------------------------------------------------
Wreszcie się zebrałam i napisałam dla Was kolejny rozdział. Wiem, że jest krótki, ale jak wiecie u mnie jest masakrycznie gorąco i napisać coś co miałoby ręce i nogi jest problem. Obiecuję, że zacznę pisać dłużej.

 Dziękuje Wam za to, że czytacie moje wypociny. Jest to dla mnie wielkie wsparcie oraz motywacja do pisania dalej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz