Lissa siedziała na strychu kaplicy. Rozmyślała, gdy nagle pojawił się za nią Christian.
- Co tu robisz?- spytała
- To samo co ty.
Usiadł koło niej i objął. ją ramieniem.
- Coś cię trapi?- spytał łagodnym głosem
- Nic mnie nie martwi.
- Widzę, że tak. Mi możesz powiedzieć. Nikomu i tak nie powiem. A jak bym się wygadał to i tak by mi nikt nie uwierzył. Proszę powiedz.
- Przysięgasz, że nie puścisz pary?
- Przysięgam.
Lissa opowiedziała mu wszystko. Począwszy od naszej ucieczki skończywszy na jej porwaniu.
- To musiało być straszne. Współczuje.
Przysunął ją do siebie jeszcze bliżej, a ona położyła głowę na jego piersi. Christian wplótł swoje palce we włosy Lissy.
- Obiecuję, że się nie wygadam i NIGDY, ALE TO NIGDY Cię nie opuszczę.
- Dobrze - powiedziała i zasnęła w jego ramionach.
***Dwa dni później na treningu***
- Rose muszę wyjechać. - powiedział ze smutkiem
- Jak to? Gdzie?
- Do Bai.
Dymitr się rozmarzył
- Dawno się z nimi nie widziałem- mówił łagodnie.
- Dawno się z nimi nie widziałem- mówił łagodnie.
- Tęsknisz za rodziną?
- Tak i to bardzo.
- Nie zostawiaj mnie samej. - prosiłam jak dziecko.
- Nie mogę Cię ze sobą wziąć.
- Proszę, Dymitr. Znasz mnie. Pod twoją nieobecność mogłabym wyciąć jakiś numer co pogrążyło by mnie i Ciebie. - Wiem byłam w tym momencie wobec niego wredna.
- Ale Roza... - zamknęłam mu usta pocałunkiem. - Dobrze, Rose. Zobaczę co da się zrobić, ale to co zrobiłaś było bardzo nieodpowiedzialne, bo mogli nas RAZEM zobaczyć.
Kolejna lekcja typu Zen. Właśnie taki był Dymitr. W czasie służby był bardzo stanowczy i poważny, ale później zupełnie inny. Jakby miał brata bliźniaka.
Po skończonym treningu w drodze do pokoju wpadłam na Jesse'go Zeklosa.
- O! Cześć Rose. Podobno flirtujesz ze swoim mentorem. No tym jak mu tam... Aaa wiem! Dymitrem Bielkowem.
-Co?! Nie, nigdy w życiu. Jest dużo starszy ode mnie. Nie interesuje mnie. - wykręcałam się
- Chłopaki widzieli jak się całowaliście.
- Zdawało Wam się. Pewnie byliście na jakiś prochach, albo czymś mocniejszym . - docinałam się. - Wiesz co Jesse, lepiej nie wchodź mi dziś w drogę. Do widzenia.
Pobiegłam do swojego pokoju i od razu się położyłam do łóżka.
Po skończonym treningu w drodze do pokoju wpadłam na Jesse'go Zeklosa.
- O! Cześć Rose. Podobno flirtujesz ze swoim mentorem. No tym jak mu tam... Aaa wiem! Dymitrem Bielkowem.
-Co?! Nie, nigdy w życiu. Jest dużo starszy ode mnie. Nie interesuje mnie. - wykręcałam się
- Chłopaki widzieli jak się całowaliście.
- Zdawało Wam się. Pewnie byliście na jakiś prochach, albo czymś mocniejszym . - docinałam się. - Wiesz co Jesse, lepiej nie wchodź mi dziś w drogę. Do widzenia.
Pobiegłam do swojego pokoju i od razu się położyłam do łóżka.
-----------------------------------------------------------------------------
Wreszcie się zebrałam i napisałam dla Was kolejny rozdział. Wiem, że jest krótki, ale jak wiecie u mnie jest masakrycznie gorąco i napisać coś co miałoby ręce i nogi jest problem. Obiecuję, że zacznę pisać dłużej.
Dziękuje Wam za to, że czytacie moje wypociny. Jest to dla mnie wielkie wsparcie oraz motywacja do pisania dalej.
Wreszcie się zebrałam i napisałam dla Was kolejny rozdział. Wiem, że jest krótki, ale jak wiecie u mnie jest masakrycznie gorąco i napisać coś co miałoby ręce i nogi jest problem. Obiecuję, że zacznę pisać dłużej.
Dziękuje Wam za to, że czytacie moje wypociny. Jest to dla mnie wielkie wsparcie oraz motywacja do pisania dalej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz